World Socialist Web Site


Mailinglist
Podaj adres email, aby otrzymać informację o nowościach na stronie WSWS

Wprowadź
Usuń

Dzisiejsze nowości !
Aktualne analizy


INNE JĘZYKI

Angielski

Niemiecki
Francuski
Włoski
Hiszpański
Portugalski
Rosyjski
Serbsko-Chorwacki
Turecki
Indonezyjski
Syngalski
Tamilski


NAJWAŻNIEJSZE
WYDARZENIA

Po wyborach w USA
Perspektywy i zadania Socialist Equality Party

Walka o władzę na Ukrainie a strategia hegemonii Ameryki

  WSWS : WSWS/PL : Aktualne analizy : Azjatyckie Tsunami

Obłuda i własne interesy na szczycie Tsunami w Dżakarcie

19 stycznia 2005 roku

Artykuł autorstwa Petera Symondsa tłumaczony z języka angielskiego (7. stycznia) ukazał się w języku niemieckim na stronie WSWS 13. stycznia 2005 r.

Zwołany 6. stycznia w związku z azjatycką katastrofą tsunami jednodniowy szczyt tryskał od początku do końca obłudą. Przedstawiciele najbogatszych narodów świata, którzy dopiero co przed tygodniem oferowali śmieszne małe sumy pieniężne, prezentowali się jako dobroczyńcy Azji. Przywódcy Indonezji, Sri Lanki i innych dotkniętych katastrofą narodów wyrażali swoją niezmierną wdzięczność za obiecaną jałmużnę. Sekretarz generalny ONZ Kofi Annan kierował tą nędzna imprezą, dał jej – jak było do przewidzenia – swoje błogosławieństwo i wyraził kilka pustych słów swojej troski wobec trudnej sytuacji ofiar.

Międzynarodowe media relacjonowały wylewnie o wysokości pomocy finansowej, przekazanej przez mocarstwa świata a która wynosi w międzyczasie zaledwie cztery miliardy dolarów. Nawet, jeśli potraktuje się tą sumę jako daną realnie, jest to całkowicie niewspółmierne: według szacunków około trzech do pięciu milionów ludzi zostało dotkniętych bezpośrednim ludzkim kryzysem, a niezależnie od tego potrzebna będzie długoterminowa odbudowa, aby wielu milionom ludzi, którym tragedia zabrała wszystko, zapewnić przyzwoity standard życia.

Wiele obietnic pomocy, które tak głośno zostały zapowiedziane w Dżakarcie, nigdy nie zostanie zrealizowanych. Dopiero przed rokiem było równie dużo takich obietnic z powodu trzęsienia ziemi, które dalece zniszczyło irańskie miasto Bam i kosztowało życie 30.000 ludzi. Obiecany został więcej niż miliard dolarów jako pomoc, ale według irańskich przedstawicieli dotarło zaledwie 17,5 miliona. Podobnie cytowana była w na początku stycznia w prasie wypowiedź koordynatora ONZ do spraw pomocy Jana Egelanda, że obiecane były miliardy dolarów, po tym jak w 1998 roku cyklon Mitch spustoszył Środkową Amerykę, jednak w rzeczywistości przekazanych zostało tylko 682 miliony.

W swoim przemówieniu w Dżakarcie Kofi Annan wskazał ostrożnie na to, że potrzebne są bezpośrednio realne pieniądze a nie niejasne obietnice na przyszłość. Zapowiedział on, że Narody Zjednoczone będą w następnych sześciu miesiącach potrzebować prawie miliarda dolarów, aby prowizorycznie wesprzeć ludzi w Azji i Afryce, którym brakuje jedzenia, wody i dachu nad głową. Mimo publicznie zapowiedzianej pomocy w miliardowej wysokości, operacje niosące pomoc nie otrzymały jeszcze pieniędzy, aby w najbliższych tygodniach i miesiącach móc zapewnić najprostszą i najbardziej podstawową pomoc.

Kierownik Światowej Organizacji zdrowia (WHO) dr Lee Jong-wook ostrzegał w minioną środę, że liczba śmiertelnych ofiar tsunami może się podwoić, jeśli pomoc nie dotrze szybko do żywych. "Jesteśmy głęboko zaniepokojeni, że ciągle jeszcze nie mogą być zaspokojone podstawowe potrzeby. Pięć milionów ludzi zostało w najcięższy sposób dotkniętych przez tsunami. Szacujemy, że około 150.000 ludzi zagrożonych jest w ekstremalny sposób, jeśli na dotkniętych przez katastrofę terenach dojdzie do wybuchu chorób. Najpilniejszym zadaniem jest zapewnienie każdemu dostępu do wody pitnej", powiedział.

Została również wyrażona troska, że obiecane środki pomocy dla azjatyckich ofiar tsunami zostaną zabrane z już istniejących funduszy, które uprzednio przeznaczone były na pomoc innym terenom dotkniętym katastrofami. Najostrzejszą uwagą Annana na Szczycie było jego żądanie dania nowych pieniędzy na fundusz tsunami a nie "zapychanie jednej dziury i robienie drugiej". Koordynator pomocy ONZ Egeland powiedział reporterom, że na całym świecie "mamy do czynienia z 20 katastrofami, które dzieją się równocześnie". Wskazał on na utrzymujące się katastrofalne warunki we wschodnim Kongo i w Darfurze i oświadczył: "To jest moja krytyka skierowana do bogatego świata: czy moglibyśmy się obudzić w stosunku do tych 20 zapomnianych przypadków?"

Nie może być co do tego wątpliwości, że apele te natrafiły na głuchych odbiorców. Pogarda, z jaką mocarstwa odnoszą się do uciskanych mas na całym świecie, niezależnie od tego, czy jest to Azja, Afryka czy też Ameryka £acińska, była bezpośrednio po katastrofie z 26. grudnia aż za bardzo oczywista. Postaci, takie jak prezydent USA Bush, brytyjski premier Tony Blair czy też australijski premier Jon Howard, pozostawili sobie całe dni czasu, zanim zajęli stanowisko i obiecali nędzne sumy. Dopiero, gdy wymiaru tej tragedii nie dało się nie widzieć, i zapanowało międzynarodowe wielkie współczucie, przywódcy ci zmienili zdanie i podwyższyli wysokość pomocy.

Szczyt w Dżakarcie był częścią kampanii PR, która miała uciszyć krytykę wobec zimnej obojętności mocarstw. W swoim przemówieniu na zebraniu Annan oświadczył : "Ostatnie 11 dni należą do najcięższych w naszym życiu. Ale umożliwiły nam one odkrycie nowego światła. Widzieliśmy jak świat się zjednoczył. Przeżyliśmy reakcję, która nie polegała na tym, co nas dzieli, lecz na tym, co nas łączy.

Podczas gdy przywoływał on uczucia milionów zwykłych ludzi na całym świecie, uwagi Annana nie miały nie miały w najmniejszym stopniu nic wspólnego z realnymi interesami tych, którzy zebrali się na szczycie. Mimo wszystkich swoich zapewnień o trosce i współczuciu, jakimi są wypełnieni, przedstawiciele imperializmu zebrali się w Dżakarcie, aby realizować swoje ekonomiczne i strategiczne cele i aby wzmocnić kontrolę nad uciskanymi krajami tego regionu. Każda pomoc powiązana jest z ekonomicznymi i politycznymi warunkami. W imię "odpowiedzialności" i "Good Governance" kraje udzielające pomocy będą uzyskiwały profity z odbudowy i będą się włączać, aby przyspieszyć dalsze przeobrażenia gospodarcze w Azji Południowej.

W artykule, który ukazał się 3. stycznia w Los Angeles Times,zostało to otwarcie powiedziane: "Środki służące odbudowie po tej tragedii mogłyby również przy pomocy międzynarodowej przyspieszyć zmiany, za którymi tak bardzo wstawiają się Bush i inni zachodni przywódcy. W konstruktywnym międzynarodowym interesie bogate narody obiecują biednym narodom pomoc i korzystną politykę gospodarczą i zadłużeniową w zamian za przemianę polityczną i gospodarczą i silne dowody, że kraje te efektywnie wykorzystają środki przeznaczone na ich rozwój", oświadczył komentator. "Gdy reaguje się na kryzys takiego wymiaru, nie wystarczą dobre chęci. Korzystanie z naszego rozsądku jest tak samo ważne jak otwieranie naszych serc."

Jeden z takich zawoalowanych przykładów własnych bandyckich interesów dostarczył australijski premier John Howard, który znalazł się w centrum zainteresowania mediów, gdy obiecał Indonezji miliard dolarów australijskich (około 590 milionów euro). Howard nawet najpierw nie przeprosił za to, że pieniądze nie popłyną poprzez kanały Narodów Zjednoczonych i że tylko Indonezja a nie żaden inny kraj otrzyma środki pomocy z tego funduszu. Co tyczy Canbery, to katastrofa tsunami daje świetną okazję Australii do dążenia do uzyskania dominującej ekonomicznej i strategicznej roli w regionie a w szczególności w Indonezji.

Howard wyjaśnił w miniony piątek, że program pomocy "wyznacza historyczny krok w stosunkach pomiędzy Australia i Indonezją". Do tego pakietu – 500 milionów dolarów australijskich pomocy bezpośredniej i dalszych 500 milionów w kredytach przez pięć lat – należy również to, że do Dżakarty odesłany zostanie australijski przedstawiciel, aby nadzorować tam operację. Australijski minister spraw zagranicznych Alexander Downer powiedział prasie, że w "ostatecznym rozrachunku" odbudowa leży w gestii indonezyjskiej, i nie pozostawił wątpliwości co do tego, że Canbera z pejczem w ręku nadzorować będzie administrowanie i wydawanie pieniędzy.

Gdy Howard po raz ostatni wyraził swoją "troskę" o dobro azjatyckiej ludności, mieliśmy rok 1999 i chodziło o Wschodni Tirmor. Canbera wykorzystała sprowokowany przez indonezyjskie siły zbrojne (TNI) konflikt pomiędzy bojówkami, aby usprawiedliwić interwencję militarną pod australijskim przywództwem w celu zabezpieczenia własnych interesów w regionie – zaliczała się do tego w pierwszym rzędzie kontrola nad złożami ropy i gazu na Morzu Timora. Pięć lat po australijskiej operacji to małe "niezależne" państwo jest całkowicie uzależnione ekonomicznie i militarnie od mocarstw a większość ludności we Wschodnim Timorze ciągle jeszcze żyje w wielkiej nędzy.

Tak jak i inni przywódcy na szczycie w Dżakarcie, Howard obejmował ciepło indonezyjskiego prezydenta Susilo Bambang Yudhoyono – emerytowanego generała, który stał się popularny za czasów dyktatury Suharto. Od czasów, gdy zabezpieczył on australijskie interesy w Timorze Wschodnim, nie można usłyszeć od Howarda żadnego słowa krytyki o roli indonezyjskiej armii. Ani australijski premier, ani inni przywódcy nie wspomnieli brutalnej wojny TNI w Aceh– indonezyjskiej prowincji, która najbardziej dotknięta została przez trzęsienie ziemi i tsunami. Jako część swojej akcji pomocy Australia i Stany Zjednoczone wysłały swoje oddziały do Aceh- kluczowego regionu w Cieśninie Malakka – gdzie współpracują ściśle z indonezyjską armią, chociaż kontynuuje ona ciągle jeszcze swoją ofensywę przeciwko separatystycznym bojownikom.

W swojej rozpaczliwej nadziei na pomoc gospodarczą, Indonezja, Sri Lanka i inne dotknięte przez katastrofę kraje, porzuciły swoje wątpliwości, nawet, gdy wielkie mocarstwa depczą ich narodową suwerenność. Wszystkie te rządy będą siedzieć na potencjalnych politycznych bombach z opóźnionym zapalnikiem, gdy szok i przerażenie wywołane tsunami i trzęsieniem ziemi zmniejszą się, a na ich miejscu pojawią się wściekłość i oburzenie brakiem jakiegokolwiek ostrzeżenia i nieadekwatnej i niezorganizowanej reakcji na ta tragedię. Poza Indiami i Burmą wszystkie kraje dotknięte tragedią zadeklarowały gotowość zaakceptowania pomocy za wszelka cenę.

Ogólnie patrząc spotkanie w Dżakarcie było do głębi cyniczną imprezą. Gdyby liczba śmiertelnych ofiar wynosiła tylko 1.500 albo 15.000 a nie akurat 150.000 a media pogrzebały by tą historię i potraktowały tak powierzchownie, jak czynią to zwykle z powodziami i innymi katastrofami w Azji, wtedy niewiele byłoby zapewnień o trosce i symbolicznej pomocy finansowej a już w ogóle nie byłoby żadnego szczytu.

 

Top

email: wsws@gleichheit.de!



Copyright 1998 - 2013
World Socialist Web Site!