World Socialist Web Site


Mailinglist
Podaj adres email, aby otrzymać informację o nowościach na stronie WSWS

Wprowadź
Usuń

Dzisiejsze nowości !
Aktualne analizy


INNE JĘZYKI

Angielski

Niemiecki
Francuski
Włoski
Hiszpański
Portugalski
Rosyjski
Serbsko-Chorwacki
Turecki
Indonezyjski
Syngalski
Tamilski


NAJWAŻNIEJSZE
WYDARZENIA

Po wyborach w USA
Perspektywy i zadania Socialist Equality Party

Walka o władzę na Ukrainie a strategia hegemonii Ameryki

  WSWS : WSWS/PL : Aktualne analizy : Azjatyckie Tsunami

Azjatyckie Tsunami: Dlaczego nie było ostrzeżenia

17 stycznia 2005 roku

Artykuł autorstwa Petera Symondsa tłumaczony z języka angielskiego (3. stycznia) ukazał się w języku niemieckim na stronie WSWS 07. stycznia 2005 r.

Podczas gdy w Azji Południowej nadal wzrastają przejmujące grozą liczby ofiar, a rozmiar zniszczenia rozrasta się do niewyobrażalnych rozmiarów, staje się coraz jaśniejsze, że wiele ludzi można byłoby uratować, gdyby istniał system ostrzegawczy przed Tsunami. Gdyby ludzie mieli tylko od 15 do 30 minut czasu i otrzymali jasne wskazówki odnośnie ucieczki, wtedy wielu z nich mogłoby się uratować, zamiast bez żadnego przeczucia i środków zapobiegawczych być wystawionym na potop.

Tsunami i jego przyczyna, trzęsienie ziemi, są zjawiskami naturalnymi, których wprawdzie nie można uniknąć, ale które można szybko zlokalizować. Przy pomocy odpowiednich instrumentów naukowych można jego powstanie nawet wyczuć i przewidzieć oraz dość dokładnie wykazać jego prawdopodobną drogę.

System ostrzegający przed tsunami istnieje na Pacyfiku od końca lat czterdziestych. Został on znacznie poprawiony, po tym jak fala powodziowa wywołana silnym trzęsieniem ziemi, zabiła na Alasce w 1964 roku ponad sto osób. Oprócz instrumentów sejsmologicznych, które rejestrują każdy wstrząs ziemi, na Hawajach, Alasce i w Japonii jest sieć morskich wodowskazów i czujników głębokomorskich – tak zwanych "tsunametrów" – które poprzez satelity połączone są ze stacjami nadzorującymi i kontrolowane są dwadzieścia cztery godziny na dobę. Przy pomocy modeli komputerowych naukowcy mogą przewidzieć przypuszczalne rozprzestrzenianie się tsunami i jego prawdopodobne skutki.

Na Oceanie Indyjskim takiego systemu nie ma. Z jedenastu krajów, które w ostatnim tygodniu zostały dotknięte przez katastrofę, tylko Tajlandia i Indonezja należą do systemu ostrzegawczego przed tsunami na Oceanie Spokojnym. Większość krajów dysponuje instrumentami sejsmologicznymi, które rejestrują trzęsienia ziemi. Ale nie wszystkie trzęsienia powodują tsunami. Dlatego trudno jest dokonać dokładnych prognoz. A czas jest nadzwyczaj ograniczony, jeśli weźmie się pod uwagę, że fale tsunami, w zależności od głębokości wody poruszają się naprzód z prędkością aż do 800 km/h.

Trzęsienie ziemi z 26. grudnia osiągnęło siłę 9 stopni w skali Richtera. Było ono najsilniejsze od czasów trzęsienia na Alasce w 1964 roku oraz innego niezwykle silnego trzęsienia w ostatnim stuleciu. Epicentrum pierwszego wstrząsu leżało przed północno - zachodnim wybrzeżem indonezyjskiej wyspy Sumatry, a po nim nastąpił szereg dalszych wstrząsów, które przebiegły przez wyspy Andamy i Nikobary w Zatoce Bengalskiej na północ. Dwie płyty tektoniczne lub kontynentalne – azjatycka i indyjska przesunęły się wzdłuż długiej na tysiąc kilometrów linii o prawie dwadzieścia metrów, poprzez co uwolnione zostało więcej energii niż przez 20.000 bomb atomowych, jakie zastosowano w Hieroshimie.

Trzęsienie wydarzyło się według miejscowego sumatrzańskiego czasu krótko przed godzina ósmą rano, według czasu światowego (GMT) o pierwszej w nocy. Osiem minut później w pacyficznym centrum ostrzegawczym przed tsunami na Hawajach podniósł się alarm, ponieważ odebrano sygnały sejsmiczne, które nadeszły ze stacji w Australii. Trzy minuty później przekazano wiadomość do innych obserwatoriów na Pacyfiku. O godzinie 8.14 meldunek o trzęsieniu ziemi rozszedł się do wszystkich krajów, które podłączone są do sieci, zgodnie z którym Pacyfik nie był zagrożony przez tsunami.

Godzinę później stacja skorygowała swoją ocenę siły trzęsienia ziemi z 8 na 8,5 i wydała drugi meldunek, który ostrzegał przed możliwością tsunami na Oceanie Indyjskim. Nastąpiły gorączkowe telefony, aby wydać ostrzeżenia. Ale jako że nie było żadnych środków zaradczych dla Oceanu Indyjskiego, napotkały one na próżnię. "Zastanawialiśmy się, do kogo moglibyśmy zadzwonić. Rozmawialiśmy z centrum operacyjnym ministerstwa spraw zagranicznych i wojskiem. Dzwoniliśmy do ambasad. Rozmawialiśmy z marynarką na Sri Lance i z każdym przedstawicielem rządu, do którego mogliśmy dotrzeć", wyjaśniał geofizyk Barry HirshornHonolulu Advertiser.

W krajach, które leżą na drodze tsunami, reakcja była chaotyczna i ociężała. Tym nielicznym, którzy rozpoznali wymiar niebezpieczeństwa, przeszkodziło niedostateczne przygotowanie, biurokratyzm i nieadekwatna infrastruktura. Inni albo nie wiedzieli, co oznaczają sygnały ostrzegawcze, albo było im to obojętne. Żaden kraj wokół Zatoki Bengalskiej nie wydał oficjalnego ostrzeżenia, i miliony ludzi zostały wystawione na dole i niedolę nadciągającej nawałnicy.

Indonezja

Północna Sumatra leży najbliżej epicentrum trzęsienia. Po ogromnie silnym trzęsieniu, które natychmiast zniszczyło budynki w całej prowincji Aceh, w ciągu pół godziny nastąpiło tsunami, które uderzyło w wybrzeże zachodnie. Przetoczyło się przez północną część wyspy, spustoszyło stolicę prowincji Banda Aceh i stoczyło się na wschodnie wybrzeże. Wszyscy zostali zaskoczeni, również policja i wojsko.

Podczas gdy na zachodnim wybrzeżu Aceh oficjalne ostrzeżenie nadeszło dużo za późno, liczba ofiar wzrosła prawdopodobnie o tysiące, ponieważ brakowało jakiegokolwiek przygotowania. Po trzęsieniu morze nagle cofnęło się o kilkaset metrów, ale nikt nie wiedział, co to oznaczało. Pod wpływem uroku zjawiska przyrody, wielu mieszkańców, szczególnie dzieci podążało za wodą i zbierało wyrzucone na ląd ryby, tylko po to, żeby zostać porwanym przez nadchodzącą wysoką falę. Wielu po prostu stało bez ruchu, skamieniałych i nie rozumiejących, co się dzieje.

Według artykułu, który pojawił się w magazynie naukowym Nature, jedyna stacja sejsmologiczna w Indonezji, która mogła wydać ostrzeżenie, znajduje się na wyspie Jawa. Została ona zainstalowana w 1996 roku, ale od czasu przeprowadzki w 2000 roku nie dysponuje żadnym połączeniem telefonicznym. Według Nanang Puspito, szefa laboratorium do spraw trzęsień ziemi Instytutu Technologicznego Technologicznego Bandung, wiodący politycy w Jakarcie wiedzieli o ostrzeżeniach o trzęsieniu ziemi, lecz nie wydali ostrzeżenia o tsunami, ponieważ brakowało informacji ze specjalistycznej stacji na Jawie.

Tajlandia

Sejsmolodzy w Tajlandii zarejestrowali trzęsienie ziemi na Sumatrze krótko po jego rozpoczęciu. Kierownicy tajlandzkiego oddziału meteorologów brali akurat udział w seminarium, gdy dotarła wiadomość. Z miejsca zorganizowali posiedzenie kryzysowe, którym kierował dyrektor generalny oddziału, Supharerk Tansrirat-Tanawong. Gazeta "Nation", która powołuje się na nieznane źródła z posiedzenia, informowała, że dyskutowano o niebezpieczeństwie wystąpienia tsunami, ale zgromadzenie postanowiło nie wydawać ostrzeżenia.

Bez urządzenia meldującego o powodzi lub innych czujników na miejscu, meteorolodzy nie mieli możliwości sprawdzenia faktu nadejścia tsunami. Poza tym musieli wychodzić z założenia, że byłyby trudności zarówno ze strony rządu jak i gospodarki, gdyby okazało się, że ogłosili fałszywy alarm. Sezon turystyczny był w kulminacyjnym punkcie i hotele były pełne. Tak rzecznik wyjaśnił to wobec Nation:"Gdybyśmy wydali ostrzeżenie, które doprowadziłoby do ewakuacji, (i nic by się nie wydarzyło,) to co byłoby skutkiem? Ciężko dotknięta zostałaby gospodarka. To przekroczyłoby kompetencje oddziału Meteorologicznego. Bylibyśmy załatwieni, gdyby ono (tsunami) nie nadeszło."

Gdy posiedzenie się skończyło, była jeszcze prawie godzina czasu, zanim tsunami dotarło do wybrzeża Tajlandii Południowej, do raju turystów Phuketu i Phangangi.

Sri Lanka

Chociaż Sri lanka nie jest podłączona do pacyficznego systemu ostrzegania, z inicjatywy stacji na Hawajach kilku urzędników było poinformowanych o możliwości nadchodzącego tsunami. Fala potrzebowała około dwóch godzin, aby przekroczyć Zatokę Bengalską i dotrzeć do wschodniego wybrzeża wyspy.

Sarath Weerawarnakula, dyrektor sri landzkiego Instytutu Badań Geologicznych i Górnictwa, wypowiedział się wobecWorld Socialist Web Site, że jego Instytut otrzymał ostrzeżenie międzynarodowych wydziałów odnośnie trzęsienia dna morskiego. Na pytanie o jego reakcję, Weerawarnakula odpowiedział wymijająco. Chwilę trwało, żeby zrozumieć znaczenie tej wiadomości, powiedział. Nie zgodził się jednak podać czasu nadejścia tej informacji. Porównał on trzęsienie ziemi z atakiem serca i powiedział: "Nikt nie może go przewidzieć." Na pytanie o tsunami przyznał on, że czasami jest możliwe, ażeby wydać ostrzeżenie przed nimi. Podkreślił on jednak, że 26. grudnia było to "niemożliwe" i odłożył słuchawkę.

W oświadczeniu dla gazetyLankadeepa, Weerawarnakula usprawiedliwiał się, że nie zostało wydane żadne ostrzeżenie. Z jednej strony twierdził on, że wyposażenie i międzynarodowe powiązania jego Instytutu są wystarczające, z drugiej strony oświadczał on, że informacje o trzęsieniu musiałyby zostać przesłane do analizy do centrum w Kalifornii. "Trwa to przynajmniej godzinę. Informacje te nie dają jednak wyjaśnienia, jak ciężki będzie efekt fali jednego konkretnego trzęsienia ziemi…Bez względu na zarzuty wobec naszego Instytutu: pracujemy skutecznie dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Jest niepodważalne, że systemy ostrzegawcze na Sri Lance i w całym regionie są zupełnie niewystarczające. Próba Weerawarnakulasa usprawiedliwienia tego, czego usprawiedliwić się nie da, pokazuje, że władze na wyspie były jak sparaliżowane wobec faktu wystąpienia ciężkiego trzęsienia ziemi i prawdopodobnego wystąpienia tsunami. Kto dokładnie co i kiedy wiedział, prawdopodobnie nigdy nie zostanie zbadane. Nawet wtedy, gdy tsunami uderzyło w wybrzeże wschodnie, nie podjęto żadnych środków, aby ostrzec ludzi w innych regionach. We względnie płytkich wodach fala potrzebowała prawie następnej godziny, aby dotrzeć do południowego i zachodniego wybrzeża wyspy.

Indie

Władze indyjskie miały do czynienia z tymi samymi problemami, co inne kraje. Ale miały one pewna przewagę: indyjskie lotnictwo utrzymuje na daleko wysuniętych grupach wysp Andamanen i Nikobaren bazę – to znaczy na indyjskim terytorium, pośrodku Zatoki Bengalskiej i w pobliżu epicentrum trzęsienia ziemi. Nie było to więc, żadne otwarte pytanie, czy powstanie tsunami. Krótko po trzęsieniu ziemi, przez wyspy i bazę lotnictwa przetoczyły się fale.

Według Indian Express lotnictwo w Madrasie otrzymało informacje o Nikobarach godzinę przed tym zanim tsunami uderzyło w południowoindyjskie wybrzeże. Głównodowodzący lotnictwa, S. Krishnaswamy, powiedział gazecie: "ostatni meldunek bazy Car na Nikobarach mówił, że wyspa tonie i wszędzie jest woda. "Generał nakazał swojemu asystentowi, który to też uczynił, poinformowanie New Delhi, za pomocą faksu, który wysłał do mieszkania byłego ministra gospodarki i technologii. Dalszych środków nie podjęto, i nie wydano ostrzeżenie przed tsunami dla Madrasu i innych miast i wsi na południowoindyjskim wybrzeżu.

Dlaczego nie było alarmu ostrzegawczego dla Oceanu Indyjskiego

Po tej tragedii żąda się teraz stworzenia systemu alarmowego o tsunami na Oceanie Indyjskim. Od rządów Indii i Tajlandii aż do tych w Camberze i Washingtonie wszyscy obiecują, że system taki zostanie stworzony. Zdaniem ONZ konieczne środki mogłyby być zostać wprowadzone w ciągu roku. Narzuca się jednak pytanie, dlaczego już wcześniej nie zbudowano tam podobnego systemu, jak na Pacyfiku.

Ci nieliczni naukowcy, którzy przed katastrofą opowiadali się za takim systemem na Oceanie Indyjskim, zostali potraktowani jak pomyleńcy. Przed siedmioma laty ówczesny dyrektor tajlandzkiego departamentu meteorologicznego, Amith Dhamasaroj, ostrzegał, że olbrzymie tsunami może kiedyś zniszczyć południowe wybrzeże kraju. Przez niektórych został on uznany za "pomylonego" i odstawiony na bok.

W Australian oświadczył on: "Zaproponowałem system wczesnego ostrzegania dla dużych przypływów, na przykład urządzenia alarmowe na hotelach położonych przy plażach w Phuket, Phagnga i Krabi jak również w trzech dotkniętych teraz katastrofą prowincjach. Ostrzegałem kierujących urzędników tych prowincji, ale nikt mnie nie słuchał. " Informował on również, że nie miał wstępu do niektórych prowincji, ponieważ "oni mówili, że szkodzę ich dobrej reputacji u zagranicznych turystów."

Podobne propozycje jak Dhamasaroj składali również inni naukowcy. Nie uwzględniono ich lub też odpowiednie projekty były ciągle przesuwane z powodu brakujących środków. Czasopismo Nature pisze: "Co najmniej od 1999 roku w regularnych odstępach czasu dyskutowana jest przez Komisję Oceanograficzną rządów, organizację ONZ, która zarządza Siecią Pacyficzną, konieczność podobnego (jak na Pacyfiku) systemu na Oceanie Indyjskim." Wasily Titow, pracujący w USA badacz tsunami, powiedział magazynowi: "to znajduje się ciągle w porządku obrad … Jeszcze prze dwoma tygodniami wydawałoby się to znowu niedorzeczne. Ale teraz brzmi to bardzo rozsądnie. Te miliony dolarów, które by to kosztowało uratowałyby tysiące istnień ludzkich.."

Dopiero niedawno, w październiku 2003 roku, australijski sejsmolog dr Phil. Cummins wezwał Międzynarodową Grupę Koordynacyjną zajmującą się systemem alarmowym ostrzegającym przed tsunami, do rozszerzenia jej działalności na Ocean Indyjski. Według New York Times zostało to odrzucone na posiedzeniu w Wellington w Nowej Zelandii. W protokole z posiedzenia zanotowano, że rozszerzenie tego rodzaju oznaczałoby nowe zdefiniowanie obszaru kompetencji grupy koordynacyjnej. Zamiast tego postanowiono stworzyć "okresowo obradującą grupę roboczą" badającą ten problem.

Koszty propozycji Cumminsa były stosunkowo niewielkie. Los Angeles Times cytował naukowca, według którego szacunkowe koszty wysoko rozwiniętego systemu, nie tylko dla Oceanu Indyjskiego, lecz dla wszystkich mórz na świecie, wynosiły zaledwie 150 milionów dolarów. Przyrządy służące do mierzenia poziomu morza kosztują 5.000 dolarów za sztukę. Jakościowo lepsze, które podłączone są do systemów komunikacyjnych o wysokiej prędkości, są droższe i kosztują około 20.000 dolarów. Tak zwane tsunametry, które rejestrują tsunami w głębokiej wodzie, kosztują 25.000 dolarów za sztukę i wymagają regularnej konserwacji.

Wszystkie czujniki, również dane sejsmologiczne musza być połączone ze stacjami kontrolnymi, które są obsadzone dwadzieścia cztery godziny na dobę. Obsada tych stacji musi posiadać naukowe wykształcenie. Równie ważne są programy treningowe i informacyjne, które uwrażliwią władzę i opinię publiczną na niebezpieczeństwa i pokażą sposób postępowania na wypadek niebezpieczeństwa.

Zaniedbanie niestworzenia takiego systemu, wynika z krótkowzroczności i zupełnego lekceważenia życia uciskanego społeczeństwa w Azji Południowej – szczególnie ze strony wielkich mocarstw. Niszczycielskie tsunami występują w rzeczywistości częściej na Oceanie Indyjskim niż na Pacyfiku, ale żaden z krajów G-8 nie graniczy z tym regionem. Zarówno Japonia jak i USA wydały miliony na tsunametry i stacje kontrolne na Pacyfiku w celu ochrony swoich wybrzeży, ale przed katastrofą z końca grudnia żaden z tych krajów nie oddal do dyspozycji pieniędzy na środki mogące chronić Ocean Indyjski.

Katastrofa narzuca również dalsze pytania. Brak systemu alarmowego ostrzegającego przed tsunami jest symptomatyczne dla ogólnych warunków panujących w dziedzinie ochrony przed katastrofami, na przykład podczas powodzi lub huraganów, które ciągle występują w całym regionie. Ogromny rozmiar obecnej tragedii wywołał współczucie prostych ludzi na całym świecie i zmusza rządy – niewystarczająco i zbyt późno – do reakcji. Ale każdego roku na skutek katastrof naturalnych umierają albo tracą dach nad głowa tysiące biednych ludzi. To nie jest dla międzynarodowych mediów warte prawie żadnej wzmianki.

W komentarzu o obecnym kryzysie, indyjski naukowiec Roddam Narasimha postawił sarkastyczne pytanie: "nawet gdybyśmy mieli naukowo uzasadnione, dwie godziny wcześniejsze ostrzeżenie przed tsunami, to co (indyjski) rząd by z tym począł? Kto zadzwoniłby do kogo i jak przekazano by ten alarm dalej do ludności?" Wskazał on, że New Dheli nie wyciągnęło żadnych wniosków ze zniszczenia przed siedmioma laty stanu Orissa. "Dwa dni przed super cyklonem w Orissie władze były uprzedzone, i co się stało? Czego dokonałyby one w ciągu dwóch godzin, czego nie mogły dokonać w ciągu dwóch dni?"

Oburzenie Narasimhasa kieruje się wprawdzie przeciwko indyjskim władzom, jego komentarz jest jednak również skargą w stosunku do innych rządów w regionie oraz najważniejszych kapitalistycznych mocarstw, które rutynowo odsuwają od siebie odpowiedzialność za masową nędzę w Azji Południowej. Koszty systemu ostrzegania przed tsunami na Oceanie Indyjskim, są niewielkie wobec ogromnych zysków, jakie spiętrzyły amerykańskie, europejskie i japońskie przedsiębiorstwa wyzyskując tania siłę roboczą tego regionu. Ostatecznie brak odpowiedniego systemu w celu ochrony przed katastrofami jest produktem tego samego społecznego i ekonomicznego ustroju, który skazuje miliardy ludzi na gorzką codzienna nędzę i stwarza takie pozory jak gdyby ich cierpienie było przymusowe i nieuchronne.

 

Top

email: wsws@gleichheit.de!



Copyright 1998 - 2013
World Socialist Web Site!