World Socialist Web Site


Mailinglist
Podaj adres email, aby otrzymać informację o nowościach na stronie WSWS

Wprowadź
Usuń

Dzisiejsze nowości !
Aktualne analizy


INNE JĘZYKI

Angielski

Niemiecki
Francuski
Włoski
Hiszpański
Portugalski
Rosyjski
Serbsko-Chorwacki
Turecki
Indonezyjski
Syngalski
Tamilski


NAJWAŻNIEJSZE
WYDARZENIA

Po wyborach w USA
Perspektywy i zadania Socialist Equality Party

Walka o władzę na Ukrainie a strategia hegemonii Ameryki

  WSWS : WSWS/PL : Aktualne analizy

Logika irracjonalności

Mowa inauguracyjna Busha i globalna strategia amerykańskiego imperializmu

31 stycznia 2005 roku

Artykuł autorstwa Davida Northa tłumaczony z języka angielskiego (22. stycznia 2005) ukazał się na stronie WSWS w języku niemieckim 25. stycznia 2005

Tak jak nieznaczący wydaje się być prezydent Geogr Bush jako osoba, tak jego mowa inauguracyjna z czwartku jest ważną polityczna deklaracją i musi być potraktowana śmiertelnie poważnie. Jako wizję globalnej strategii Stanów Zjednoczonych zapowiada ona natężoną eskalację amerykańskich interwencji militarnych na całym świecie.

Mowa nie została napisana przez Busha nie jest on prawie w stanie sformułować jednego gramatycznie poprawnego zdania lecz przez wysokiej klasy zespół profesjonalnych doradców pod przywództwem Michaela Gersona, którzy dokładnie sobie przemyśleli, co prezydent powinien i czego nie powinien powiedzieć.

Najbardziej rzucającym się w oczy elementem, który został pominięty w mowie, zauważonym przez wielu komentatorów, była wyraźna wskazówka dotycząca Iraku. W oczywisty sposób piszący mowę Busha nie uważali za stosowne przypomnieć niszczących skutków wkroczenia USA do tego kraju. Wyjaśnia to jednak tylko częściowo pominięcie tego elementu. Jeszcze bardziej zadziwiające było to, że Bush nawet jednym słowem nie wspomniał rzekomej przyczyny tego wkroczenia "wojny przeciwko terrorowi". Ani to wyrażenie, ani słowo "terroryzm" czy tez "terror" nie wystąpiły ani razu w mowie Busha.

Pominięcie to jest niezwykłe, jeśli pomyśli się, że globalna walka przeciwko "terrorowi" nieustannie służy jako uzasadnienie praktycznie wszystkiego, czego podejmował się rząd Busha. Zarówno wkroczenie do Iraku jak i widok na przyszłe "wojny prewencyjne" przeciwko Iranowi i Korei Północnej usprawiedliwiane były koniecznością krucjaty przeciwko terrorowi.

Gdy Bush przed trzema laty, 29. stycznia 2002 roku wygłaszał przed Kongresem swoją mowę o sytuacji narodu, ocenił on te trzy kraje i "ich terrorystycznych sprzymierzeńców" jako "oś zła", która zbroi się, "aby zagrozić pokojowi światowemu". Bush powiedział: "Ponieważ starają się one o broń masowej zagłady, reżimy te przedstawiają wielkie i rosnące niebezpieczeństwo. Mogłyby one przekazać tą broń dalej terrorystom i dostarczyć im tym samym, odpowiadające ich nienawiści odpowiednie środki. Mogliby oni zaatakować naszych sprzymierzeńców albo spróbować szantażować Stany Zjednoczone. We wszystkich tych przypadkach musielibyśmy zapłacić katastrofalną cenę, gdybyśmy pozostali obojętni."

Gdy ostatecznie nie udało się znaleźć w Iraku broni masowej zagłady, ani udowodnić powiązań pomiędzy Saddamem Husseinem a Al Quaidą, stało się aż nadto jasne, że wojna ta usprawiedliwiana była kłamstwami, aby zatuszować rzeczywisty powód wkroczenia do Iraku ustanowienie światowego panowania Stanów Zjednoczonych.

Rząd Busha ze zdemaskowania swojego mającego na celu zmylenie manewru, wyciągnął wniosek, że Stany Zjednoczone nie powinny następnej rundy ataków militarnych uzasadniać tym, że zagrożone są przez Iran czy też przez inne państwo, które jest przeznaczone do ataku militarnego, poprzez jakieś konkretne niebezpieczeństwo. Z punktu widzenia rządu Busha tego rodzaju twierdzenia o bezpośrednich czy też możliwych fizycznych niebezpieczeństwach dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych mają za skutek jedynie denerwujące, czasochłonne poszukiwania dowodów.

Z tego powodu w mowie inauguracyjnej pominięto jakiekolwiek stanowisko wobec "terroru" i "terroryzmu" a jako nowe uzasadnienie wojen zostało wprowadzone coś, co jest o wiele bardziej abstrakcyjne: walka przeciwko "tyranii" i za "wolnością".

W końcowym pasażu swojej mowy Bush powiedział: "Zobaczyliśmy nasze czułe punkty i zobaczyliśmy ich najgłębszą przyczynę. Bo tak długo jak w całych regionach tego świata panuje tyrania, która podatna jest na ideologie szerzące nienawiść i usprawiedliwiające morderstwo, tak długo przemoc będzie rosnąć i rozmnażać się w destrukcyjnej władzy, przekraczać będzie najlepiej strzeżone granice i stanowić będzie śmiertelne zagrożenie.

To "śmiertelne zagrożenie" poprzez "tyranię" Stany zjednoczone musiałyby, jeśli to byłoby konieczne, zwalczyć zbrojnie.

Takie uzasadnienie wojen polega na oczywistej politycznej i psychologicznej absurdalności. Bush nie stara się nie wyjaśnić, dlaczego ludzie "w całych regionach tego świata", w których "panuje terror", nienawidzą Stanów Zjednoczonych i przedstawiają zagrożenie dla Ameryki. Jedyne rozsądne wyjaśnienie tych okoliczności polega na tym, że postrzegają one Stany Zjednoczone jako ciemięzcę i wroga. W ten sposób obalone zostaje twierdzenie, które Bush sam wprowadza dla usprawiedliwienia wojen, że Stany Zjednoczone znajdują się na drodze krucjaty przeciwko tyranii.

Absurdalność tego twierdzenia nie wynika tylko z subiektywnej intelektualnej ograniczoności doradców Busha, lecz z realnej sprzeczności pomiędzy potrzebami i dążeniami mas świata a brutalnymi celami globalnej polityki Ameryki.

Przeobrażenie walki z terroryzmem na walkę z tyranią ma bezpośrednie i dalekosiężne skutki w praktycznej polityce: obniża ona próg amerykańskich ataków zbrojnych i rozszerza zasięg ich celów.

W swojej nowej definicji doktryna wojny prewencyjnej w ujęciu Busha nie wymaga już tego, aby jakieś państwo posiadało broń masowej zagłady i zamierzało jej kiedyś w przyszłości użyć albo planować terror przeciwko USA w jakiejkolwiek formie, żeby stanowić zagrożenie dla USA. Wystarczy, że Stany Zjednoczone zidentyfikują jakiś kraj jako część "tyranii", w którym w niewidoczny i mistyczny sposób rośnie i mnoży się przemoc.

Co dokładnie planuje rząd Busha w swojej drugiej kadencji?

Odpowiedź na to pytanie daje komentarz kolumnisty Charlesa Krauthammera, który ukazał się dzień po objęciu urzędu przez Busha w Washington Post.Moment ten nie był przypadkowy. Kolumnę Krauthamera jak również i wiele innych kolumn i komentarzy, które powitały mowę inauguracyjną, oznacza początek kampanii, w której przebiegu opinia publiczna manipulowana jest odpowiednio do programu drugiego rządu Busha.

Stara wojna przeciwko terrorowi, która zajmowała uwagę Busha podczas pierwszej kadencji, traci na znaczeniu, wyjaśnia Krauthammer. Grożą nowe niebezpieczeństwa. "Zła wiadomość dotyczy kierunku rozwoju, który jest bardziej niepokojący, niż większość obserwatorów chce to uznać: Oznaka, że po raz pierwszy od czasów związku Radzieckiego, w trakcie powstawania jest antyamerykański blok oparty na mocarstwach." O czym mówi Krauthammer?

Nie jest dziełem przypadku, że Rosja zapowiada chęć współpracy z Chinami. Z powodu wzrastającego znaczenia Chin i jego statusu jako wiodącego nic nie posiadającego narodu, jako Niemcy 21. wieku, jest to potencjalnym zgubnym kierunkiem rozwoju. W grudniu, w tygodniu, gdy ponowne wybory na Ukrainie pomogły dostać się do władzy prozachodniemu Wiktorowi Juszczence, Rosja zbliżyła się w dwóch ważnych krokach do Chin. Najpierw zapowiedziano ścisłą współpracę przy rozwoju ogromnych rosyjskich zasobów gazu. Dużo poważniej robiło się, gdy rosyjski minister obrony zapowiedział 27. grudnia, po raz pierwszy w historii, wielkie wspólne manewry wojskowe, które odbędą się na obszarze Chin.

Chiny natomiast rozwijają stosunki z tak silnie antyamerykańskim państwam jak Iran. Jeśli doda się do tego takie antyimperialistyczne państwa jak Syria, Korea Północna, Kuba i Wenezuela Hugo Chaveza, to ma się początki znaczącego "antyhegemonialnego" bloku, który kieruje się przeciwko nam.

Lista wrogów Ameryki jest naprawdę nieskończona. Miliardy ludzi na wszystkich kontynentach świata stają się celem amerykańskiego "wyzwolenia" od "tyranii". Walka nie może się nigdy zakończyć, bo, jak to wyjaśnia Krauthammer na końcu swojej kolumny: "Zmęczony nie znajduje spokoju".

Brzmi to jak szaleństwo, bo to jest szaleństwo. Ale tak jak sprzeczności, na które już wskazałem, źródło tego szaleństwa znajduje się nie w głowach ludzi takich jak Bush, Krauthammer i w hordach redaktorów naczelnych, którzy zasypali mowę inauguracyjna pochwałami. Szaleństwo to wynika z amerykańskiego imperialnego projektu.

Rząd Busha rozpoczął druga kadencję, którego polityka i czyny przeleją jeszcze więcej krwi, spowodują jeszcze więcej ludzkich tragedii i nędzy niż pierwsza kadencja. Stacza się on ku przepaści i powstaje pytanie: ile kraju i świata pociągnie on za sobą?

 

Top

email: wsws@gleichheit.de!



Copyright 1998 - 2013
World Socialist Web Site!